Póki co pracowałem na dwa etaty, typowałem zakłady, prowadziłem internetowe zakłady sportowe i stacjonarny punkt obsługi zakładów bukmacherskich. Moje działania powoli przynosiły efekty. Sprzedaż, obrót wzrósł. Ale miało to też skutki uboczne – nie miałem czasu na życie, na jakiekolwiek przyjemności. Cały czas siedziałem w pracy, do domu wracałem tylko po to, by odespać zaległości. Znajomi znów się śmiali, ze odbiło mi na punkcie bukmacherki. A mnie ciężko było im wytłumaczy, że mój biznes, moje życie, na które pracowałem przez dobrych kilka lat jest zagrożony i muszę zrobić wszystko, by ratować moje zakłady sportowe. Po jakimś czasie udało mi się wyjść z tego życiowego zakrętu. Zgłosił się do mnie bukmacher, który okazał się być sympatycznym , młodym człowiekiem, który obiecał, że wyprowadzi na prostą moją firmę. Postanowiłem mu zaufac. Nic nie miałem do stracenia.